Pamiętam, kiedy byłam dzieckiem, film „Śnieżne psy” opowiadający o psach husky. U mnie w domu już wtedy mieliśmy psy tej rasy. Wiedzieliśmy, jak bardzo są wymagające, ile zniszczeń powoduje znudzony husky i jak ciężko jest zabezpieczyć podwórko, żeby nie zrobił podkopu i nie uciekł na wycieczkę. Dodatkowo taki pies okazał się średnim towarzyszem spacerów dla małej mnie – jego siła była zbyt duża, żebym jako dziecko radziła sobie na spacerze w sytuacji spotkania innego psa. To bardzo przyjazna rasa, ale o silnych instynktach i zdecydowanie dla ludzi o sportowym zacięciu.
Niestety, film spowodował wysyp posiadaczy psów husky i jednocześnie wysyp psów, które trafiały do schronisk. Każda moda na zwierzęta kończy się krzywdą dla nich. Zazwyczaj filmy i media społecznościowe pokazują jedną stronę medalu: dzielne, pracujące psy o wspaniałych cechach. Oczywiście można się z tym zgodzić, gdy się takiego psa ma i kocha, ale trudno nie odnieść wrażenia, że nie pokazuje się wszystkich zmagań, które tej miłości towarzyszą.

Instagram pokazuje wycinek opowieści o kurach – zawsze ten ładniejszy
Niestety, podobna moda od niedawna zalewa media społecznościowe w temacie kur, zwłaszcza rasy Silkie. To wyjątkowo urocze, puchate stworzenia, które na zdjęciach wyglądają jak czysta słodycz. Trudno się nie zgodzić, ale bardzo mi się nie podoba ta kolejna moda, która wielu ludziom przysłoni oczy na inne aspekty posiadania kur. Kura Silkie jest puszysta i słodka z wyglądu, ale nie można tutaj zapominać o innych aspektach.
Wielokrotnie widziałam wpisy na Instagramie, jakie to posiadanie kur jest przyjemne i bezproblemowe. Otóż nie jest bezproblemowe. Bywa przyjemne.
Po pierwsze, choć kura w ciągu dnia głównie zajmuje się sobą i koleżankami, to spróbujcie znaleźć „hotel dla kur”. Jeśli nie macie osoby, która się do Was wprowadzi na czas nieobecności lub będzie codziennie przychodziła jakieś dwa razy dziennie podczas Waszych wakacji, to lepiej nie bierzcie na siebie tej odpowiedzialności.
Mimo że obecnie jest dużo udogodnień dla właścicieli przydomowych stad kur i my z nich korzystamy, to wizyta w kurniku dwa razy dziennie to obowiązkowe minimum. Po pierwsze, automatyczne drzwiczki bywa, że łatwo się „zawieszają”. Posiadają blokadę, żeby nie przytrzasnąć zwierzęcia w trakcie wychodzenia, ale często się zdarza, że kury naniosą w wejście ściółki i wtedy drzwiczki się nie domkną. Podobnie poidła – może i można postawić takie z większym zasobnikiem, ale szybko się przekonacie, że codzinna wymiana wody to dobre rozwiązanie, żeby nie zaprosić sobie choróbska.
Obowiązek zimą, niezależnie od pogody
Zimą bywa, że nawieje śniegu – wtedy też zdarza się problem z domknięciem automatycznych drzwi. Kury muszą raz dziennie dostać czystą wodę. Trzymanie wody w zbiorniku z większym zasobnikiem ma swoje minusy, bo kury wodę łatwo zanieczyszczają tym, co mają na dziobie: resztkami ziemi, ściółki, karmy. Zimą trzeba odśnieżyć wolierę, dostarczyć karmę i wodę wprost do kurnika, gdy kury nie chcą wyjść na zewnątrz.
To wszystko składa się na stały i bardzo regularny obowiązek. Przy każdej pogodzie.
Mamy 12 kur (6 Silkie, 3 Cochin, 3 Brahma). Uwierzcie, Silkie wydaje się małym zwierzątkiem, ale robi całkiem pokaźne kupy. Kury takich ras jak Cochin, Silkie muszą mieć bardzo czysto, bo łatwo o sklejenie piór na łapkach grudami ze ściółki z odchodami. My sprzątamy kurnik co kilka dni, zwłaszcza w zimie, gdy kury spędzają większość czasu w kurniku.
Jak to jest przyjaźnić się z kurami?
Ja wiem, że na Instagramie pokazują Państwu kury, które leżą z ludźmi na leżakach, panie w sukienkach w stylu country i słomianych kapeluszach z kurami na ramieniu. Ja też biorę moje kury na ławeczkę, czasem sadzam je na ręku, ale powiem Wam szczerze, że tamten obraz jest trochę sterylny na siłę i niestety nie ma nic wspólnego z codziennością.
Zdecydowanie do zabaw z kurkam, zwłaszcza największymi koleżankami rasy Brahma polecam rękawiczki robocze – kurka miewa pazurki, którymi może zadrapać gołą dłoń, a pod pazurkami ma wszystko, w czym grzebie. Zamiast lnianych eleganckich sukienek zdecydowanie polecam sobie sprawić jakąś odzież roboczą. W kurniku sypiemy ziemię okrzemkową – to jest taki pył, który zabezpiecza kurnik przed pasożytami, bardzo polecam – ale jednocześnie powoduje. że z kurnika często możemy wyjść ukurzeni. Jeśli sprzątacie kurnik, zdecydowanie lepiej w ciuchach do tego przeznaczonych. Do wizyt w wolierze raczej kupcie krótkie kaloszki lub Crocsy, a nie wybierajcie się w sandałkach czy espadrylach.
Kwoczenie
Kolejna sprawa – pewnie Wam nie powiedzieli na Instagramie. Kury takie jak Silkie bardzo często kwoczą. O kwoczeniu pisałam już artykuł (link). To bywa kłopotliwe dla właściciela, który nie chce mieć po roku ogromnego stada kurczaków i kilku walczących kogutków. Musicie mieć miejsce, żeby sobie kurki odkwoczyć jeśli to będzie konieczne.
Ograniczenia, obowiązki właściciela – w zdrowiu i w chorobie
Co jeszcze może być kłopotliwe w hodowli kur? Co jeszcze może pójść nie tak?
Otóż w związku z tym, że pojawiają się ogniska ptasiej grypy, są wyznaczane obszary, w których czasowo obowiązują obostrzenia związane z hodowlą ptaków. Tak, to dotyczy też kur trzymanych niczym maskotki. Obostrzenia mogą być związane z zakazem wypuszczania kur w miejsce, do którego mają dostęp dzikie ptaki. Oczywiście problem jest mało odczuwalny, jeśli macie zadaszoną wolierę (polecam, warto), ale musicie sobie taki koszt uwzględnić w Waszym marzeniu o posiadaniu stadka uroczych Silkie, Cochin czy innych drobinek.
Kolejna sprawa – musicie mieć świadomość, że o ile w kontekście psa, kota bardzo łatwo znaleźć w tej chwili dobrego weterynarza, to w przypadku kur często możecie też trafić na takich, którzy doradzą, aby kurkę uśmiercić, jeśli jest chora. Wynika to z podejścia niektórych weterynarzy, zwłaszcza tych starej daty, do kur jako do zwierząt wyłącznie użytkowych. Niestety szczepienie i leczenie bywają też obłożone pewnymi problemami. Raczzej nie zaszczepicie kur, jeśli macie malutkie stadko. Te preparaty są przeznaczone do użycia w fermach itd. – po prostu nikt nie sprzedaje tego dla małych stad.
Więc musicie się liczyć z tym, że małe stadko oczywiście może być bardzo zadbane itd., ale może się też zdarzyć choroba, na którą niewiele będzie można poradzić. Niektóre preparaty bywają też drogie. Kiedy musisz kupić całe opakowanie, a kur masz tylko kilka-kilkanaście. Przykładowo – potrzebuję kilka ml preparatu „flimabend”, żeby odrobaczyć kury. Niestety musiałam kupić całą dużą saszetkę zawiesiny za 140 zł. No niby nie tak źle, ale trzeba sobie takie koszty dodać do tego kurkowego hobby. Jak to mówią: „grosz do grosza, a będzie kokosza”.
Dzieci i kury
Kolejna rzecz, która dobrze się klika na Instagramie – dzieci i kury. I tutaj mam mieszane odczucia. Uważam, że choć taka przyjaźń dziecka z kurą jest możliwa, jeśli dziecko jest spokojne i delikatne dla zwierząt, to nie zawsze jest to dobry pomysł. Powiem szczerze, ja też czasem biorę moją ulubioną kurkę i chodzę z nią po ogrodzie, ale wiem, że ona szybko tęskni do stada. Taka ich natura. To nie są maskotki. Kury są zwierzętami bardzo stadnymi i generalnie najlepiej czują się ze swoimi koleżankami, a nie z nami. Oczywiście całe stadko bardzo się cieszy, gdy się je wypuszcza, karmi z ręki itd., ale nie każda kura lubi być brana na ręce. Nam zajęło trochę czasu zdobycie zaufania każdej z kur, tak żeby bez problemu i ucieczek dała się złapać i przenieść. To wymaga czasu i cierpliwości – nie będzie to natychmiastowa rzecz a cały proces oswajania.
Kury to ptaki grzebiące
Widziałam, że hodowle kur Silkie reklamują te kurki jako absolutnie nie grzebiące. Nikomu w trawniku dziury nie wykopały. Otóż bzdura. Nasze kury – wszystkie grzebią, kopią, robią dołki. Same Silkie obkopały mi wszystkie drzewka, które posadziłam. Musiałam położyć wokół nich kilka cegieł, żeby nie było dołu. Owszem, mała kura małymi łapkami kopie troszkę słabiej niż taka Brahma swoimi wielkimi pazurkami, ale kopie. Nasza najmniejsza Cochinka w wolierze wykopuje sobie dołek, w którym mieści się cała. Bardzo ją to cieszy, więc oczywiście i nas cieszy. Ale jeśli ktoś ma wyobrażenie o idealnym ogrodzie i kurach – to nie będzie dokładnie tak jak chcecie – jak kura uzna, że gdzieś się fajnie kopie, to o ile ma dostęp do tego miejsca – będzie tam kopała.
Aby kury nie rozryły całkowicie trawy, łąki w jednym miejscu, przesuwamy nasz wybieg. Na nasz przenośny wybieg składa się 50 m siatki z palikami przenoszonej w różne strony podwórka. Trochę tu, trochę tam i trawa jakoś rośnie. Ale jeśli macie małą przestrzeń albo wydzieloną dla kur niezmienną część działki, to musicie się liczyć z plackami bez trawy, czasem obdziobanymi liśćmi, dołkiem wykopanym to tu, to tam.
Ziarenko nadziei 🙂

Ten artykuł nie miał na celu zniechęcania do posiadania kur w ogóle, ale do bardziej świadomego podejmowania decyzji o posiadaniu zwierząt. Zwierzęta są absorbujące, chorują, generują koszty i dużo kupy. Serio dużo kupy. U mnie w ogrodzie to cenny nawóz do kwiatów, ale lepiej wymyślcie sobie miejsce na kompostowanie ściółki bo będzie tego trochę.
Nie wszystko złoto, co się na Instagramie świeci. Bardzo nie podoba mi się robienie z każdego kolejnego gatunku zwierzęcia modnego dodatku. Psy i koty trafiały do schronisk z powodu mody. A gdzie trafią niechciane kury? Nawet nie chcę sobie tego wyobrażać. Po prostu, zanim w zachwycie zamówicie kury, kupicie inkubator i jaja lęgowe, dobrze się zastanówcie, czy jesteście gotowi na poświęcenie czasu i pieniędzy. To nie będzie wyglądać tak idyllicznie, jak na obrazkach.
Prawdziwa relacja z kurami buduje się w codziennych, nieidealnych chwilach: w obserwacji ich zachowań, w dbaniu o bezpieczeństwo stada i w satysfakcji, gdy kury czują się u Was bezpiecznie.
To nie jest hobby dla każdego, ale dla tych, którzy zrozumieją ich naturę i zobowiązania, może stać się źródłem głębokiej radości
i fascynującego doświadczenia.
Zanim więc zdecydujecie się na zakup, zastanówcie się, czy jesteście gotowi na tę prawdziwą, nieInstagramową podróż.
Jeśli tak – Wasze stado może stać się częścią Waszego domu w sposób, którego żadne zdjęcie nie odda.



