
Kury w chorobie
Zastanawiałeś się kiedyś jak się leczy kury? Czy leczenie kur czymś różni się od leczenia psa czy kota?
Do każdego kurnika, nawet jeśli bardzo dbacie o swoje kury i ich otoczenie, może się przywlec jakaś choroba.
Do czynników ryzyka w przydomowym kurniku należy między innymi wprowadzanie do stada nowych kur. Może się zdarzyć, że nawet jeśli nowe kury nie wykazują objawów chorobowych, to w wyniku stresu i zawleczenia patogenów stado zacznie chorować.
Kolejny czynnik to pogoda – długie, mokre i chłodne okresy lub upały mogą nadszarpnąć odporność.
Artykuł jest zbiorem dobrych praktyk gdy musisz przeprowadzić leczenie kur w swoim przydomowym stadzie. Najlepszym źródłem informacji na temat konkretnych preparatów będzie zawsze lekarz weterynarii. Tutaj chcę zaprezentować tą tematykę od strony praktycznej. Chcę przybliżyć Ci jak wygląda leczenie kur, ponieważ różni się od leczenia innych zwierząt ze względu na to, że kury żyją w stadzie.
Lepiej zapobiegać niż leczyć
Zanim cokolwiek przytrafi się Twoim kurom, pamiętaj o zdrowym żywieniu – dbaj o odpowiednio zbilansowany skład paszy i dodatków do niej. Nawet jeśli Twoje kury coś złapią, to gdy będą dobrze odżywione, ich organizm lepiej udźwignie problemy związane z chorobą.
Możesz wspierać zdrowe odżywianie kur na różne sposoby. Na przykład stosując ziołowe dodatki, o czym pisałam w poprzednim artykule: Zioła w żywieniu kur
Na rynku dostępne są liczne gotowe dodatki witaminowe. Tutaj ważna uwaga: nadmiar też może być szkodliwy. Zwłaszcza że często oferowane preparaty są bardzo skoncentrowane i łatwo przesadzić z dawką, gdy masz niewiele kur.
Ważnym czynnikiem, który wpływa na zdrowie, jest też higiena. Mając kury, pamiętaj, że kurnik musi być dobrze wentylowany i suchy. Zawilgocona ściółka sprzyja rozwojowi różnych patogenów, w tym grzybów chorobotwórczych.
O roli wentylacji w kurniku możesz przeczytać tu: Artykuł o budowie kurnika
Do utrzymania higieny pomocne są środki do suchej dezynfekcji kurnika, które najlepiej stosować regularnie podczas rutynowego sprzątania. Sucha dezynfekcja pomaga też utrzymywać w ryzach zawartość amoniaku, który może podrażniać drogi oddechowe u kur.
Codziennie obserwuj swoje stado
Posiadając kury, masz zwykle zestaw rutynowych czynności do wykonania, takich jak karmienie, pojenie, zamykanie drzwiczek kurnika na noc. Postaraj się jednak zawsze spędzić z kurami trochę więcej czasu niż minimum niezbędne do zapewnienia im podstawowych potrzeb.
Codzienna obserwacja kur pomaga wykryć wszelkie niepokojące objawy. Wierzcie mi – niektóre choroby potrafią się szerzyć bardzo szybko i w kilka dni pokonać część stada.
Dobry moment na obserwację to pora karmienia lub podawania ulubionej karmy. Wtedy wszystkie kury będą blisko i dasz radę im się przyjrzeć. Niepokojące będzie już to, jeśli któraś z kur nie przybiegnie na swoje ulubione jedzenie.
Przyjrzyj się też odchodom – normalna kurza kupa jest dobrze uformowana, ciemnobrązowa lub zielonkawa z białymi wtrąceniami (kwas moczowy). Chora kura może mieć odchody wodniste, pieniste, bardzo jasne, czasem o barwie niemal pomarańczowej. Powodem do alarmu jest krew w kale (ale uwaga – jeśli podawałeś wcześniej buraczki, poobserwuj jeszcze przez 24 h 😉).
Niepokojące objawy to także wydzieliny z nosa, zmiany w dziobie (wszelkie guzki, śluzy), a także zmiany w upierzeniu (poza sezonem, kiedy kury naturalnie wymieniają pióra).
Do symptomów alarmujących można też zaliczyć charczenie, kichanie, osowiałość. Przy niektórych chorobach występują także zaburzenia neurologiczne – powtarzające się nienaturalne ruchy, potrząsanie głową, zaburzenia równowagi.
Na słabą kondycję kur może też wskazywać jasny grzebień i wszelkie niepokojące zmiany w wyglądzie oczu – opuchlizna, wydzieliny itd.
Wiele chorób może mieć podobne objawy. Niestety, na kurzych forach często widuję zdjęcia kur, których symptomy wyglądają na bardzo zaawansowane. Jedni wciąż upierają się wtedy przy ludowych sposobach leczenia, inni zarządzają wymarsz do weterynarza 🙂. Po moich doświadczeniach jestem w tej drugiej grupie.

Nie lekceważ biegunek ani innych objawów, bo kury żyją blisko siebie i choroby często rozprzestrzeniają się błyskawicznie.

Do weterynarza z kurą
Kiedy Twoje kury zachorują, możesz przy lżejszych objawach spróbować sięgnąć po zioła, preparaty ze sklepów rolniczych czy tzw. domowe sposoby. Ale tylko wtedy, gdy objawy nie są alarmujące – możesz spróbować leczyć biegunkę, ale jeśli w kale jest krew, oznacza to, że jelita już mocno ucierpiały i stracisz w najlepszym wypadku tylko czas, a w najgorszym – kury. Najczęściej ze względu na to, że kury żyją w stadzie i wymieniają się wszystkim przez wodę i pokarm będzie trzeba poddać leczeniu całe stadko. No chyba, że to kwestia urazu czy czegoś bardzo specyficznego dla konkretnego osobnika.
Kupa prawdy
U weterynarza możesz wykonać badania kału na obecność pasożytów – niestety nie wszystkie da się zwalczyć jednym preparatem. Bywają takie, które wymagają wytoczenia cięższych dział, a takie może przepisać tylko lekarz weterynarii.
Najlepiej od razu zbierz próbki kału od stada do jednorazowych probówek, żeby nie musieć jechać dwa razy. Badanie kału może odpowiedzieć na wiele pytań.
Przychodzi kura do lekarza
Jeśli jedziesz do weterynarza z kurą, zapakuj ją do kociego transportera lub specjalnej klatki dla drobiu. Kosz piknikowy też będzie dla niej bezpieczny. Zabranie kury może być ważne, bo umożliwi np. pobranie wymazu, zajrzenie do dzioba, ogólną ocenę stanu zdrowia.
Ważne, żebyś jadąc do weterynarza znał masę swojego stada. Mniej więcej – przelicz, jakie masz kury, jakich ras i ile średnio mogą ważyć. Ta informacja jest bardzo istotna przy ustalaniu dawkowania leków. Druga cenna informacja, którą często będziesz musiał podać lekarzowi, to ile w ciągu dnia Twoje kury wypijają wody. To także może mieć wpływ na ustalenie dawki leków.
Leczenie przydomowego stada
Jeśli dostaniesz leki dla kur, możliwe, że będzie tam określona karencja. Karencja to okres, przez jaki po zakończeniu leczenia nie wolno spożywać produktów pochodzących od tych kur. Jeśli masz kury dla siebie, sytuacja jest nieco inna niż w przypadku kur przeznaczonych na sprzedaż jaj.
W przypadku kur, które są typowymi nioskami, wachlarz leków do zastosowania może być mniejszy. Nie wszystkie są prawnie dopuszczone do stosowania u kur niosek. Jeśli jednak masz kury wyłącznie na własny użytek, to właściwie może być im przepisane wszystko. Pamiętaj jednak, by dowiedzieć się, po jakim czasie np. w jajach nie będzie już metabolitów leków, które otrzymały, tak byś nie zaszkodził przy okazji sobie.
Niektóre leki zostały wycofane z podawania kurom nioskom w hodowlach przemysłowych. Stało się to przede wszystkim ze względu na bezpieczeństwo konsumentów – chodziło o ryzyko pozostałości substancji w jajach przeznaczonych do spożycia. Dla wielu leków i ich metabolitów brak jest dostatecznych badań, które pozwalałyby określić bezpieczny okres karencji dla jaj. Dlatego w praktyce bardziej bezpieczne było zakazanie ich stosowania u niosek, niż narażanie konsumentów.
Dodatkowym powodem była narastająca oporność bakterii na antybiotyki, zwłaszcza że do 2006 roku część antybiotyków stosowano w hodowlach przemysłowych jako stymulatory wzrostu. Unijne regulacje wprowadziły zakazy i ograniczenia, które mają chronić zarówno zdrowie ludzi, jak i skuteczność antybiotyków w przyszłości – skutecznych leków potrzebujemy także w medycynie, aby móc leczyć nasze choroby.
Nie oznacza to jednak, że same leki są bezwzględnie groźne w przypadku przydomowej hodowli, gdzie nie wprowadza się jaj do obrotu handlowego – pod warunkiem, że stosowanie leków odbywa się odpowiedzialnie i zgodnie ze wskazaniami lekarza weterynarii zachowując okresy karencji.
Ustawodawca, zakazując niektórych leków dla niosek, kierował się także tym, że w skali przemysłowej trudno byłoby kontrolować okres karencji jaj oraz utylizację potencjalnie zanieczyszczonych produktów. W przydomowej hodowli, przy świadomym podejściu i trosce o dobro zwierząt, nie będziesz miał problemu z dłuższym wycofaniem jaj z konsumpcji – w hodowlach masowych takie procedury wiązałyby się ze stratami finansowymi i logistycznymi.
Gdy dostaniesz już leki, pamiętaj, by leczyć kury zgodnie z zaleceniami do końca, nawet jeśli szybciej zaobserwujesz poprawę ich stanu zdrowia. Antybiotykoterapia zakończona przedwcześnie może spowodować uodpornienie się szczepów bakterii i w konsekwencji trudniejsze leczenie w przyszłości.

Dezynfekcja kurnika
W przypadku leczenia kur, w zależności od diagnozy, warto zapytać weterynarza o konieczność dezynfekcji kurnika. Jeśli nic nie wspomniał, możesz na wszelki wypadek przeprowadzić dezynfekcję np. w trakcie leczenia i na sam koniec, po jego zakończeniu.
Do dezynfekcji możesz użyć środków przeznaczonych do dezynfekcji suchej lub stosowanych w formie oprysku a nawet zamgławiania. Przy pełnej dezynfekcji kurnika dobrze jest wymienić całość ściółki i wyrzucić ją na pryzmę z dala od kurnika, przysypać i przekompostować (najlepiej długo, dobrze mieć w ogrodzie osobną pryzmę na te bardziej ryzykowne rzeczy, których nie chcesz zastosować np. do warzyw!). Palenie ściółki może być nielegalne w świetle przepisów o gospodarowaniu odpadami, a dodatkowo powoduje uciążliwe zadymienie.
Przy dezynfekcji pamiętaj także o umyciu poideł, miejsc, gdzie stoją, a także korytek i karmników. Przeczytaj na opakowaniu środka, którego używasz, po jakim czasie możesz bezpiecznie wpuścić kury. Niektóre preparaty w formie oprysków potrzebują pozostać na powierzchniach przez dłuższy czas (np. 30 minut), by skutecznie zadziałać wobec wirusów – jednocześnie opary lub bezpośredni kontakt ze środkiem mogą być dla zwierząt szkodliwe (dla Ciebie również – stosuj BHP nieco lepsze niż przymrużenie oczu gdy pryskasz kurnik 🙂 .
Moja walka z chorobą w stadzie
Moje kury niestety też miały epizod choroby. To była kokcydioza i dodatkowo kilka szczepów bakterii wykrytych u czarnej silki – Flory, która wyglądała na najbardziej chorą w stadzie.
Wśród objawów były biegunki, kury przestały przybierać na wadze, a Flora miała katar. Torvi (duża przedstawicielka rasy Brahma) też zaczynała mieć podobne objawy. Niestety domowe środki nie były wystarczające – raczej należało je traktować jako wsparcie, a nie realne rozwiązanie problemu.
Na biegunkę kury początkowo dostawały środki, które można uznać za zwyczajowe w warunkach przydomowych: węgiel, kawę zbożową. Dostawały też preparat z lecytyną, dostępny w sprzedaży. Stado było wcześniej odrobaczone popularnym środkiem bez okresu karencji.
Z biegunką niestety nie udało się tak łatwo wygrać – potrzebny był weterynarz i silne środki, bo po badaniu kału okazało się, że to kokcydioza. Podobnie z katarem – niestety ziołowy preparat dla kur z tymiankiem i innymi olejkami nie pomógł. Kury miały pobrany wymaz, a następnie dostały odpowiednie leki celowane w konkretne bakterie. Wspomagająco wciąż stosuję u moich kur zioła, nie rezygnuję z dodatków, które mogą dodatkowo wesprzeć leczenie i rekonwalescencję po chorobie.
Każdy dzień, kiedy widzę, jak kury znowu wracają do swoich krągłości, mnie cieszy, kochiny znowu zaczęły przypominać puchate chmurki. Żadna już nie ma kataru, widać jak wyrasta im wiele nowych piór.




