Rok ogrodnika – spulchnij glebę z Karelem Čapkiem

Książkę Rok ogrodnika Karela Čapka zamówiłam już w przedsprzedaży. Zaskoczył mnie fakt, z którego nie zdawałam sobie wcześniej sprawy, że autor Fabryki absolutu był zapalonym ogrodnikiem. Książka została wydana przez Wydawnictwo Dowody. Przełożyła ją Elżbieta Zimna, a ilustracje są rysunkami Josefa Čapka – starszego brata autora. Jest to tak naprawdę zbiór felietonów, które ukazywały się w gazecie Lidové Noviny. Mnie bardzo przypadła do gustu ta forma w wydaniu Karela Čapka.

Rok ogrodnika - Karel Čapek

Autor w sposób wyjątkowo bujny przedstawia cały roczny cykl życia, w którym niestrudzenie uczestniczy ogrodnik, na zmianę zmagając się z naturą i prawiąc jej najśmielsze peany. Książka pozwala nam poczuć jedność z przedstawianym
w poszczególnych felietonach ogrodnikiem – w końcu nikt nie zrozumie ogrodnika tak, jak drugi ogrodnik.

Wszystkie utrapienia, udręki, troski ogrodnika autor opisuje w sposób pełen zrozumienia, barwy – dokładnie tak żywo, że czytelnik jest w stanie współodczuwać razem z felietonowym bohaterem wszystko: od bólu pleców do żalu przy wykreślaniu roślin ze zbyt długiej listy zakupowej. Ci, którzy sami są ogrodnikami, na pewno już po pierwszym rozdziale obdarzą autora sympatią – to zdecydowanie „nasz” człowiek, ten, który rozumie.

Plastyczny język książki, którym kształtowana jest postać ogrodnika, dodatkowo uruchamia naszą wyobraźnię. Ilustracje autorstwa Josefa Čapka, połączone z opisami pozycji, jakie przyjmuje ogrodnik na grządkach, opisami jego uczuć, jego ciągłej krzątaniny, stają się dzięki nim bardziej żywe. Trudno oprzeć się wrażeniu, że tekst felietonu niemal animuje ilustracje w naszych głowach – stają się one czymś więcej niż płaskimi liniami na papierze.

Opisy nawet najbardziej prozaicznych rzeczy czy czynności w wykonaniu autora są ucztą dla naszej wyobraźni. Nikt tak pięknie jak Karel Čapek nie prawił komplementów żyznym czarnoziemom, nie pochylał się nad byle kwiatkiem, nie pisał o burakach cukrowych, ani też nie opisywał kupy gnoju, oddając jej tak wielką chwałę, wynosząc ją na piedestały ogrodniczego świata i porównując do dymiącego ofiarnego stosu.

Codzienność urasta tu do miana sztuki – ogrodnik to w końcu człowiek wnikliwy, on wie, że wszystkie te brudne, ciężkie, pomijane milczeniem sprawy są niezbędne, żeby ogród mógł rozkwitać. Myślę, że autor doskonale wyeksponował i nadał znaczenie temu, co zazwyczaj niknie za kulisami wspaniałych ogrodów. Za każdą kwitnącą różą kryje się w końcu trud, wysiłek, pot i kupa nawozu.

Książka ta ma niesamowity, charakterystyczny dla naszych sąsiadów z południa walor humorystyczny. Autor błyskotliwie operuje opisami, by przerysować, wyolbrzymić niektóre kwestie, co doskonale bawi czytelnika, jednocześnie nie pozwalając, by była to rozrywka pozbawiona dozy umysłowej gimnastyki, łatwo nudząca się igraszka. Humor jest odważny, czasem zahacza o religię, pozwala także na autorefleksję – trzeba mieć dystans do siebie i do świata, żeby ta książka sprawiła przyjemność i mogła bawić.

Rok ogrodnika nie jest pozbawiony życiowych refleksji. Niektóre fragmenty są bardzo głębokie, dotykają niemal metafizycznego wymiaru ogrodnictwa. Myślę, że wielu ogrodników czuje, że to, co robią, nie jest jedynie grzebaniem w ziemi, a głęboko w rozkwitających pąkach, kiełkujących nasionach tkwi jakiś cud życia, jakaś tajemnica, której jako ogrodnikom dane jest nam dotykać.

Karel Čapek wspaniale operuje słowem, żeby odkryć przed czytelnikiem te głębsze, niemal nieuchwytne aspekty ogrodnictwa. Czytając książkę, wielokrotnie miałam poczucie, że w kilku zdaniach jest zawarte wszystko, coś specjalnego, coś, co stanowi samo sedno ogrodnictwa. Lektura książki pozwala wejrzeć na inne poziomy, niedostępne z poziomu samej treści. To jakby dźwignie, które uruchamiają kaskadę przemyśleń i skojarzeń. Książka zasiewa w czytelniku ziarno optymizmu – ogrodnik cały rok na coś czeka, cały rok jest przecież na co czekać; o tym wie każdy, kto sieje i sadzi.

Myślę, że felietony Karela Čapka niosą zarówno doskonałą rozrywkę, jak i dużo przesłań odkrywających się przed uważnym czytelnikiem. Mi najbardziej przypadł do gustu fragment, który mam nadzieję, że zachęci Was do zanużenia się w lekturze tej książki:

Czasami nam się wydaje, że usłani zeschłymi resztkami przeszłości śmierdzimy zgnilizną; ale gdbyśmy mogli widzieć, ile grubiutkich i białych pędów przebija się przez tę starą kultywowaną glebę, którą nazywamy dniem dzisiejszym, ile nasion potajemnie kiełkuje, ile starych sadzonek wypuszcza właśnie młody żywy pąk, który niebawem rozwinie się w kwitnące życie, gdybyśmy mogli zobaczyć to skryte rojenie się między nami, pewnie byśmy sobie powiedzieli, że wielką bzdurą jest nasza tęsknota i nasza nieufność; i że najlepsze ze wszystkiego jest bycie żywym człowiekiem, czyli człowiekiem, który rośnie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry