Przegląd prasy ogrodniczej

Zaglądamy do wrześniowego Mam Ogród i jesiennego Permaculture

żaby czytające jesienne wydanie kwartalnika "Permaculture" i wrześniowy miesięcznik Mam ogród

Uwaga, uwaga! Czy słyszeliście dźwięk powiadomienia albo dzwonek do drzwi listonosza? Tak, to nowe wydania prasy ogrodniczej!
Czas na przegląd świeżutkich, niczym poranna rosa, gazet ogrodniczych.

Dla prenumerujących wersję cyfrową jest już dostępny wrześniowy numer polskiego miesięcznika „Mam ogród”.
W tym numerze pojawiają się porady przygotowujące czytelników do jesiennych porządków.
Ściółkowanie, nawożenie, wrześniowa pielęgnacja roślin, które dają ostatnie w tym sezonie plony – redakcja przygotowała wiele cennych przypominajek i rad, jak korzystać z darów jesieni.

Na grupach facebookowych, które obserwuję, często pojawiają się pytania: co z czym łączyć na rabatach. „Mam ogród” przygotowało kilka propozycji udanych połączeń dla rabat zakładanych jesienią. Kilka wersji udanych zestawień zawierających sprawdzone i powszechnie dostępne w szkółkach rośliny.

Niestety, w poradach wciąż można znaleźć wzmianki o używaniu czarnej agrowłókniny na rabatach… O jej wadach w przydomowym ogrodzie na pewno napiszę kiedyś osobny artykuł, bo czas na zmiany! Na szczęście autorzy wspomnieli także o alternatywach.

Tematem miesiąca są rośliny cebulowe – trafiony w dziesiątkę, biorąc pod uwagę, że to najlepszy czas na ich zamówienie. Lepiej nie czekać, jeśli macie na oku konkretne odmiany. Rośliną miesiąca są za to cynie – dlaczego redakcja pisze o nich teraz, skoro wysiewa się je wiosną? Jak dla mnie, to nieco mało zsynchronizowane z terminem siewu, a od prasy oczekiwałabym raczej mocnego związku z aktualnym sezonem.

Całkiem ciekawie wypadł dział przepisów w tym numerze – są proste, wegetariańskie, sezonowe i naprawdę zachęcają do wypróbowania.

Dla mnie perełką numeru jest artykuł o zadrzechni fioletowej (przepiękny zapylacz) i jej wielkim powrocie – pewnie nie wszyscy o niej słyszeli, jeśli nie, zachęcam do lektury.

Teraz czas na „kiosk” zagraniczny. Jesienny numer kwartalnika „Permaculture” – już 125 wydanie! Ten numer zabiera nas w świat permakultury oczami Davida Holmgrena. Wspomina on swoją drogę i poświęca się refleksji, jak polaryzacja w społeczeństwie dociera również do środowisk ekologicznych i permakulturowych.

Artykuły tego wydania skłaniają do refleksji nad relacjami między ludźmi, relacjami między człowiekiem a środowiskiem. Szczególnie ciekawy jest artykuł poświęcony „krawędziom” traktowanym jako miejsca przejścia jednego w drugie. To filozoficzne spojrzenie na granice, które w permakulturze mają znaczenie nie tylko symboliczne, ale i praktyczne: to właśnie na granicy ekosystemów pojawia się eksplozja możliwości i ogromne bogactwo życia. Uważne dostrzeganie tych miejsc podczas projektowania założeń permakulturowych może być szansą na wsparcie harmonii w środowisku i na wytworzenie szczególnie ciekawych przestrzeni.

Nie brakuje też akcentu aktywistycznego – artykuł o oczyszczaniu rzeki inspiruje do lokalnych działań. Pomysł „adopcji” odcinka rzeki przez strażników przypomina nasze rodzime inicjatywy, np. sprzątanie Drwęcy przez kajakarzy. Takich akcji nigdy dość!

Dalej znajdziemy artykuł Pippy Chapman o „gildiach drzew” – koncepcji, w której rośliny wspierają się nawzajem i chronią wzajemnie, tworząc naturalne mini-ekosystemy. Czuję się zachęcona przez magazyn „Permaculture” do eksploracji tego tematu. W kolejnym artykule Gavin Roberts opowiada, jak od zera stworzył Permaculture Island – inspirujące historie dla każdego, kto marzy o działaniu na własnej przestrzeni.

W sam raz o czasie – na zbliżający się początek roku szkolnego – inspirujący artykuł o nauce matematyki blisko natury – przydatny dla rodziców, nauczycieli i organizatorów wydarzeń na łonie natury.
Z tego numeru dowiecie się również o uprawie grzybów, fasoli i cebuli.

Oczywiście, w numerze nie brakuje licznych propozycji czytelniczych, wydarzeń (raczej jeśli macie ochotę na nieco turystyki zagranicznej związanej z permakulturą).

Sądzę, że dla polskiego czytelnika zabawnym akcentem może okazać się reklama kosy na którą trzeba wydać ponad 110 funtów – czy tylko mi się wydaje, że to lekko przesadzone?

Zachęcam Was do prasówki w promieniach sierpniowego słońca – jeszcze mamy na szczęście piękną pogodę by zrelaksować się z gazetą na leżaku. Ogród to nie zawsze praca – trzeba też pozwolić sobie na chwile relaksu, żeby później mieć siły na cięcie, pielenie i co tylko wymyślą dla nas redakcje w jesiennych kalendarzach prac ogrodowych.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry